Z homilii...


Każdy dzień już teraz zarysowuje dramat

24 marca 1983
Rdz 17,3-9; J 8,51-59

Każdy dzień już teraz zarysowuje dramat. Bóg czyni wszystko, by była jedność: zawiera przymierze i pamięta o przymierzu, jest mu wierny. Jednak coś się w tej ludzkiej rodzinie wybranej i umiłowanej dzieje. Cóż takiego Pan Jezus uczynił, że wzbudził tyle nienawiści? I my czasem zastanawiamy się przy różnych okazjach: tak dobrze chcieliśmy, tyle starań, a tyle podejrzeń z tego wynikło.
Trzeba odrzucić te wszystkie opinie, a motorem postępowania niech będzie twoje serce, w którym przebywa Duch Święty. Obojętnie co powiedzą. Im bardziej będziesz bezinteresowny, tym więcej zwali się na ciebie podejrzeń.
Patrzę w dzisiejszą Ewangelię i myślę – cóż ten Pan Jezus narobił, że stał się przedmiotem takiej nienawiści - mówił o Ojcu.
Zawsze motłoch ma pewność. Ci, którzy kierują tłumem mają pewność. Można prawdę wysuszyć w fałsz.
Miejcie, kochani, oczy otwarte na to co się dzieje. W dzisiejszej Ewangelii dla Faryzeuszy nie do wybaczenia są słowa: „Jest Ojciec mój, który mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie – jest naszym Bogiem”. I dalej Pan Jezus mówi, że po prostu jest tak jak Ojciec – JEST.
Słyszymy echo krzewu płonącego na pustyni. Dochodzimy do istoty tego Boskiego JEST; Bóg nie staje się, to my się stajemy. Bóg JEST. Jeżeli uklękniemy przed tym, który JEST, to odnajdujemy sens naszego stawania się. My ciągle o tyle jesteśmy, o ile możemy wziąć z Ojca. Inaczej, to tylko garść popiołu i trochę pracy dla tych stworzeń pod ziemią. Natomiast tego, kim jesteśmy, nikt nie ugryzie.
Jest książę, który nie jest. Jest antybytem. On ma metropolie do dyspozycji, tylko trzeba mu służyć. Broń Boże!
Jeśli służyć, to tylko Temu, który JEST. Jesteśmy zagarnięci przez Ojca w tę samą rodzinę, po to, by tak jak On BYĆ, by starać się o ten kształt, który nam pozwoli BYĆ.


powrót...