Z homilii...


Racja stanu Polski

15 lutego 19831
Msza św. za ojczyznę
Rdz 6,5-8, 7, 1-5,10 Mk 8,14-21

Moi drodzy, jest to dzień, jest to wieczór przed środą popielcową, dlatego mimo, że jest to modlitwa za ojczyznę, jest nas tak niewielu. Myślę, że to w pewnym stopniu ilustruje sytuację dzisiejszej Ewangelii. Są sprawy, którym poświęcamy uwagę, tak jak i Apostołowie mieli sprawy, którym poświęcali swoją uwagę.
Powiedziałbym – jest to jedna ze scen Ewangelii najboleśniejsza, bo Pan Jezus – właśnie On – otoczony jest kompletnym niezrozumieniem.
Rozprawił się z faryzeuszami. Już wie, że ten dialog do niczego nie prowadzi. Chce przestrzec apostołów: uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów, kwasu Heroda. A apostołowie rozprawiają, że nie mają chleba! Kompletnie nie rozumieją Pana Jezusa ani Jego misji! Przyszedł do nich, tłumaczy, tych dwunastu wybrał, jak może rozjaśnia ich umysł i serce. A oni właściwie ciągle są zajęci tylko ziemią. Nic z tego nie rozumieją!
Że mają twarde czy zatwardziałe serca fary-zeusze – to sprawa oczywista. Ale ci najbliżsi, których on sam kształtuje, których wybrał, których po dwóch wysłał do miejsc, gdzie sam miał przyjść? Tych ostrzega przed wszelką obłudą, przed nieczystością, przed fałszem faryzeuszów czy Heroda. A oni rozmawiają, że nie mają chleba!
Rzeczywiście sytuacja dzisiejszej Ewangelii jest jakaś wyjątkowa. Pan Jezus czuje się w swojej misji samotny! Sam, mimo, że Go otacza dwunastu apostołów. I cóż z tego? Nic z tego co czyni, z Jego leczenia, z Jego oświecania – nic nie rozumieją! Tak tępy jest ludzki umysł! Mają Go w zasięgu, przecież widzą cuda, które czynił, przecież doświadczają na sobie tego światła, które niesie, które rozprasza wszelką ciemność, wszelką podłość. Bo Jezus jest na tym etapie przede wszystkim lekarzem. Ale w tej misji czuje się ciągle sam. Nawet, kiedy rozprawił się z faryzeuszami i jest w łodzi, jeszcze usiłuje do nich dotrzeć. Nic.
– Czasem rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Jeszcze nie pojmujecie? Jeszcze nie rozumiecie? Tak otępiały macie umysł? Macie uszy, a nic nie słyszycie? Macie oczy a nic nie widzicie?
– Nie pamiętacie ile koszy pełnych ułomków zebraliście, kiedy połamałem pięć chlebów?
– Spokojnie odpowiadają – dwanaście.
– A jak połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy – ile tych koszów ułomków było?
– Siedem. I nic nie rozumieją.
Często nasuwa się taka prosta analogia do naszej sytuacji. Tak w naszych narodowych okolicznościach są ci podobni do Pana Jezusa, którzy szarpią się, poświęcają się, chcą rozproszyć ciemności, wnieść trochę nadziei, gdzie jest beznadzieja, gdzie są sytuacje bez wyjścia. A społeczeństwo, gdyby rzucić trochę więcej do sklepów, to by jadło i może by to wystarczyło …
Taka czasem przychodzi człowiekowi refleksja. Ale to nie jest prawda, bo gdy zaglądnie się w to serce polskie – to ono jest czuwające. To ono w ciemności, w zniewoleniu – ma nadzieję.
W tych dniach rozmawialiśmy z wiarusem, jedynym może żyjącym z wiarusów – generałem Borutą-Spiechowiczem2, który przeżył cztery wojny, bodajże jedenaście lat na froncie. Gdy skończyła się ostatnia wojna mógł pozostać w Londynie, jednak wrócił do ojczyzny. Sumienie mu nakazywało wypisanie się z tego, co zastał. Jako generał wybrał pracę na roli, której poświęcił bodajże osiemnaście lat. I ten człowiek mający dziś prawie dziewięćdziesiąt lat mówi:
– Proszę ja was, jeżeli się ma czyste sumienie, to można patrzeć z podniesioną głową, z podniesionym czołem na każdą sytuację. Ja w zniewoleniu mogę żyć tylko jako wolny.
Nic go nie dosięgnie – ani zamachy, ani zniewolenie, ani krzywda. Był i jest, i będzie sobą zawsze! Jest to sprawa właśnie naszego wnętrza, bo człowiek z siebie emanuje dobro lub emanuje zło – właśnie ten kwas faryzeuszów i Heroda.
Dużo tego kwasu jest w naszej ojczyźnie, ale to nie znaczy, by ktokolwiek z nas, jakikolwiek Polak musiał być tym skalany. Można tak jak Boruta - Spiechowicz być nietkniętym w każdej sytuacji.
„Boże, Ty dałeś polskiemu narodowi w Najświętszej Pannie prawdziwą pomoc i obronę. Spraw, by za wstawiennictwem naszej Matki i Królowej religia cieszyła się wolnością, a ojczyzna rozwijała się w pokoju.”
Aby ta modlitwa się spełniła, starajmy się o czyste sumienie, a życie napełniajmy takimi wartościami, które się nie zmieniają w żadnej sytuacji. I bądźmy wierni.
____________________

1 Homilia odtworzona z zapisu magnetofonowego. Była to ostatnia msza, jaką za ojczyznę odprawił o. Honoriusz. Wielu przyjęło wygłoszoną podczas tej mszy homilię, jako bardzo osobisty testament i apel Duszpasterza nie tylko stanu wojennego.

2 Generał Mieczysław Ludwik Boruta-Spiechowicz (1894-1985) to postać niezwykła, o barwnej biografii, wyjątkowej nawet na tle skomplikowanych polskich losów XX wieku. Żołnierz trzech wojen, dwóch obozów jenieckich i siedmiu stalinowskich więzień. W czasie I wojny światowej w Legionach Polskich, od 1918 r. w Wojsku Polskim. Brał udział w kampanii wrześniowej, aresztowany przez NKWD był więziony w Stanisławowie, a następnie na Łubiance w Moskwie. W 1941 r. mianowany przez gen. Andersa dowódcą odtworzonej 5 Dywizji Piechoty. Po ewakuacji Armii Polskiej na Wschodzie przeniesiony do Wielkiej Brytanii. Do Polski wrócił w grudniu 1945 r. Na skutek konfliktu z gen. Karolem Świerczewskim przeniesiony w 1946 r. w stan spoczynku. Siedmiokrotnie odznaczony Krzyżem Wa-lecznych, Krzyżem Srebrnej Cnoty i Krzyżem Niepodległości z Mieczami. W 1977 r. był jednym z założycieli ROPCiO.


powrót...