Z homilii...


Mieć moc wyrzucania złych duchów

7 lutego 1982, niedziela
Job 7,1-4, 6-7; 1Kor 9, 16-19, 22-23; Mk 1, 23-30

Liturgia dzisiejsza pokazuje nam postać Hioba, św. Pawła i Pana Jezusa. „Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik… Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczone mi noce udręki”.
Człowiek nie może udźwignąć ciężaru, jaki się na niego zwala. Nie może udźwignąć swym ciałem i swą duszą męczarni, które wtłaczają się w jego życie. Dlatego wierzy i nie wierzy, ufa i traci ufność, bluźni i adoruje Boga. Jest niewinny i czuje się grzesznikiem. Zna świętość i doczesność. W rozdarciu, jakie przeżywa, w swoim cierpieniu i bólu bluźni przeciwko Świętemu Świętych.
Czyż nie można w ten sposób odczytywać losu narodów? Czyż nie można tak odczytać losu naszego narodu? Jeżeli Ojczyzna już się scaliła, ktoś przychodzi, by ją rozerwać, ktoś buduje obozy koncentracyjne (…), wiemy co to jest gwałt i przemoc. I zwala się ciężar, jak w Księdze Hioba, na ludzi odważnych, myślących – „lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku”.
Ale Hiob, jeśli te wszystkie bóle wyniesie do adoracji, znajdzie odpowiedź w Człowieku, w tym najbardziej ludzkim Człowieku – Chrystusie. Jeżeli i my przeniesiemy to wszystko, co na nas się zwala, to odpowiedź znajdziemy w Chrystusie.
Tak rozumował św. Paweł. Swoje życie tym scalił – „biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”. Dla św. Pawła Ewangelia to żywy Chrystus. Żywy, gwałtownie przeżywany i kochany. W tym widzi on sens.
Biada nam, gdybyśmy takiej miłości nie mieli, gdybyśmy jej swoim życiem nie potwierdzili. Biada nam – jak mówi św. Paweł. Biada nam, Polakom, jeżeli tego obowiązku nie uświadamiamy sobie. Jeśli w takiej miłości widzimy sens, wtedy łatwiej rozpoznać portret Chrystusa kreślony ręką św. Pawła. Podkreśla on trzy rysy Chrystusa. Po pierwsze jest to Ktoś, kto głosi – „oto Boże królestwo przyszło i tu jest”. Jest to rys Chrystusa, który prowadzi batalię ze swym odwiecznym przeciwnikiem – diabłem. Tu jest źródło wszystkich cierpień, wszystkich gorączek i fałszów i dlatego Pan Jezus go wyrzuca – milcz i odejdź. Mamy taką siłę, ilekroć jesteśmy obdarzeni świadomością i łącznością z Nim. Mamy z siebie złe moce wyrzucać – nie są one potrzebne ani nam, ani społeczeństwu.
I żeby mieć tę moc wyrzucania złych duchów, trzeba w nawałach pracy umieć tak jak Pan Jezus odejść. „Wszyscy Cię szukają, całe miasta”, a Pan Jezus oddala się na pustynię. Trzeba umieć stworzyć wokół siebie ciszę i milczenie.
To jest rys Pana Jezusa modlącego się. Zapamiętajmy i odnajdujmy te rysy naszego życia chrześcijańskiego dzisiaj. Pan Jezus idzie wszędzie, nie bójmy się! On jest z nami.


powrót...