Z homilii...


Drogi zła

5 lutego 1982
Syr 47, 2-11; Mk 6, 14-20

Tak skończył ten1, który poprzedzał całą misję Pana Jezusa, a przecież wiemy, że z Nim pozostał.
Nie można nadziwić się uwodzicielskiej sile owego dziewczęcia. Nie można nadziwić się przewrotności Herodiady. Nie można nadziwić się pięknu, które miesza się z przewrotnością. Uwiedziony przez córkę, król zagalopował się, złożył tę niefortunną przysięgę i kazał przynieść głowę poprzednika Pana Jezusa.
Nadziwić się nie można, jak w sercu owego dziewczęcia, sąsiaduje piękno i wdzięk z myślą tak zbrodniczą.
Można snuć wiele refleksji na temat jak do tego doszło. Myślę, że dzieje się tak wtedy, gdy człowiek składa modlitwę swojemu ciału. Nie jest to modlitwa!
Zamiast służyć Komuś, człowiek służy swojemu ciału i temu podporządkowuje wszystko, najwznioślejsze marzenia i plany.
Wraz z duszą człowieka Pan Bóg kształtuje i ciało. Razem stanowi to piękno ludzkie. Ale nie można niszczyć proporcji. Te dziedziny muszą być w harmonii, muszą podlegać rozumowi i woli. Jeśli człowiek zaczyna modlić się do swego ciała, poświęcać to, co ma najwznioślejszego, swemu ciału, to zbankrutuje bardzo szybko. Wtedy może być piękny zewnętrznie, ale nosi w sobie zarzewie zbrodni. Można być matką i dzieciobójczynią.
Trzeba uchwycić w sobie ten moment, kiedy człowiek zamiast stawać się święty, staje się zbrodniarzem. Trzeba sobie uświadomić ten moment, kiedy rodzi się zbrodnia. Musi być ten moment, jakieś niewłaściwe upodobania, kontakty i potem wszystko inne traci znaczenie. Trzeba stawać przed Chrystusem w całej prawdzie.
Stawajmy przed Chrystusem Zbawicielem! Pewnie, że będąc w Jego zasięgu, nie jest łatwo żyć, ale to jest życie!
____________________

1 Jan Chrzciciel


powrót...